Historia otwartego oprogramowania z perspektywy firmy Red Hat

0
184

Dwadzieścia lat temu, 3 lutego 1998 r. w sali konferencyjnej w kalifornijskim Palo Alto wymyślono termin „open source”. Była to reakcja grupy inżynierów: Michaela Tiemanna (obecnego wiceprezesa ds. technologii open source w Red Hat), Todda Andersona, Chrisa Petersona z Foresight Institute, Johna „Maddoga” Hallego i Larrego Augustina z Linux International, Sama Ockmana z Grupy Użytkowników Linuksa w Dolinie Krzemowej oraz Erica Raymonda na oświadczenie firmy Netscape o planowanym przez nią udostępnieniu kodu źródłowego do bezpłatnego użytku publicznego.

Zarówno termin, jak i sama koncepcja zdobyły błyskawiczną popularność, a dzisiejsza społeczność open source liczy dziesiątki milionów użytkowników oraz współtwórców.

Z okazji 20 rocznicy utworzenia ruchu open source, zebraliśmy wypowiedzi kilku weteranów Red Hat na temat tego, czym było dla nich „otwarte oprogramowanie” na przestrzeni lat.

Chris Wright, wiceprezes i główny dyrektor ds. technologii w Red Hat, o swoich początkach w społeczności open source

Na przełomie 1995 i 1996 roku ukończyłem uniwersytet i podjąłem pierwszą „prawdziwą” pracę. W latach szkolnych odkryłem i pokochałem system UNIX. Tak się złożyło, że produkt mojej firmy był oparty na tym systemie, a zatem chciałem wykorzystać ten fakt, żeby jak najwięcej nauczyć się o języku programowania. Brakowało mi jednak możliwości eksperymentowania z Uniksem w domu. Wówczas kolega poradził mi, żebym wypróbował system Linux jako sposób na stworzenie „uniksopodobnego” środowiska na domowym komputerze. Idąc za radą, ściągnąłem wtedy z sieci ponad 50 dyskietek Slackware dystrybucji Linuksa. Instalacja była skomplikowana, a konfigurowanie X w celu stworzenia graficznego pulpitu było wyższym stopniem wtajemniczenia. Było to interesujące, gdyż musiałem dowiedzieć się sporo o Linuksie i moim sprzęcie, żeby wszystko zaczęło działać. Linux był wciąż nieco niedopracowany, ale bawiłem się świetnie.

Korzystając z linuksowego komputera w domu oraz zestawu kompilatorów GCC (ang. GNU Compiler Collection) i pewnych narzędzi z SunSITE w pracy, byłem od tamtej pory codziennym użytkownikiem oprogramowania open source. Gdzieś po drodze przeszedłem na instalacje Red Hat Linux (w wersji 4 czy 5) z płyty CD. Kiedy pojawiła się wersja Red Hat Linux 6, używałem Linuksa w domu zarówno na sprzęcie x86, jak i SPARC (dostałem dwie stare stacje robocze SPARCstation, a w pracy pisałem kod głównie w Linuksie). Doszło wówczas do rozłamu na GCC i EGCS (ang. Experimental/Enhanced GNU Compiler System), a ja odkryłem, że podczas kompilowania firmowych projektów otrzymywałem znacznie lepsze ostrzeżenia od kompilatora EGCS w Linuksie niż od naszego starego GCC. Bardziej też podobało mi się środowisko deweloperskie. Proste narzędzia, takie jak powłoka (bash), edytor (vim), klient poczty (pine), były dostępne od razu po zainstalowaniu systemu – nie trzeba było już ściągać kodu z SunSITE.

Wraz z kolegą zaproponowaliśmy, że skonfigurujemy linuksowe stacje robocze dla intereków zespołu, można więc powiedzieć, że byliśmy swego rodzaju ewangelistami Linuksa w naszym biurze. Mimo to byłem jedynie użytkownikiem oprogramowania open source, a nie aktywnym członkiem społeczności czy współtwórcą. Zacząłem jednak zaglądać pod maskę, żeby zrozumieć, jak to wszystko działa, przeczytałem Manifest GNU i byłem podekscytowany ideą wolności oprogramowania.

W 1999 r. pracowałem w firmie Lucent nad platformą komunikacji zunifikowanej. Byłem odpowiedzialny za wysoką dostępność platformy. Pewnego razu spotkałem kolegę, który pracował nad projektem zwanym Linux-HA. Był jego zagorzałym zwolennikiem i zachęcił mnie do jego wypróbowania. Dostrzegłem potencjał projektu i zacząłem się coraz bardziej angażować. Dołączyłem do listy dyskusyjnej, eksperymentowałem z oprogramowaniem i uczestniczyłem w dyskusjach projektowych. Fascynująca sprawa! W pewnym momencie znalazłem problem, który mi przeszkadzał i wysłałem kod, żeby dodać nową funkcję. Byłem zaangażowany w więcej niż jedną pracę, co doprowadziło do tego, że część tej pracy zacząłem wykonywać w czasie wolnym – dla zabawy! To był czas, kiedy wszystko uległo zmianie. Współpraca ze społecznością dawała mi mnóstwo satysfakcji i zacząłem się jej oddawać. Nie mogłem uwierzyć, że mogę być bezpośrednio zaangażowany, uczyć się od naprawdę utalentowanych inżynierów i dzielić się pomysłami w celu zbudowania czegoś, co będzie przydatne dla wszystkich. Fajnie jest pisać kod i dążyć do technicznej doskonałości ze świadomością, że rozwiązujesz czyjeś problemy. Tak właśnie ze zwykłego użytkownika oprogramowania open source stałem się zaangażowanym członkiem ruchu.

Stormy Peters, starszy kierownik zespołu ds. społeczności, o osiągnięciach ruchu open source na przestrzeni lat

Społeczność open source zmieniła nie tylko tworzenie oprogramowania, lecz także sposób współpracy między firmami. Niemal każda organizacja na świecie używa oprogramowania open source, a wiele z nich przyczynia się również do jego rozwoju. Ta możliwość dzielenia się wspólną technologią pozwoliła nam wszystkim na tworzenie jeszcze lepszych rozwiązań i funkcjonalności. Mam wrażenie, że na przestrzeni tych dwudziestu lat zacząłem na co dzień używać rzeczy, o których wcześniej czytałem w książkach science fiction. Codziennie odbywam rozmowy wideo z dużymi grupami osób, mój telefon informuje mnie o wypadkach drogowych, (nie pytając nawet o to, dokąd się wybieram), regularnie współpracuję z ludźmi rozsianymi po całym świecie. Nie wszystkie rozwiązania są zbudowane wyłącznie na oprogramowaniu open source, ale wszystkie powstały i działają w oparciu o tę infrastrukturę. Myślę, że tak szybkie tempo innowacji było możliwe tylko dzięki ścisłej współpracy.

Nick Hopman, dyrektor ds. nowych technologii w Red Hat, o przyszłości ruchu open source

W miarę rozwoju mojej kariery i zaangażowania w ruch open source, postrzegam go jako coś znacznie wykraczającego poza proces rozwijania i eksponowania technologii. Uważam go obecnie za katalizator zmian w każdym aspekcie społeczeństwa – w administracji rządowej, polityce, diagnostyce medycznej, ponownym projektowaniu procesów i wielu innych. We wszystkich tych dziedzinach można zastosować otwarte zasady, które dopracowano w toku tworzenia oprogramowania open source w celu stworzenia społeczności, które stymulują zmiany i innowacje. Uważam, że filozofia otwartego oprogramowania będzie nadal napędzać postęp technologiczny, ale jestem jeszcze bardziej ciekaw tego, jak zmieni ona świat na sposoby, których nawet się nie domyślamy.

Jim Whitehurst, prezes i dyrektor generalny w Red Hat, o przyszłości ruchu open source

Przyszłość ruch open source rysuje się w jasnych barwach. Jesteśmy u progu nowej fali innowacji, która nadejdzie dlatego, że informacje zaczynają oddzielać się od fizycznych obiektów za sprawą Internetu rzeczy (IoT). Przewiduję, że w ciągu następnej dekady rozwiną się całe branże oparte na koncepcjach open source, takich jak udostępnianie informacji i wspólne innowacje. Będzie to widoczne wszędzie, począwszy od sektorów non-profit, takich jak opieka zdrowotna, edukacja i administracja rządowa, aż po globalne korporacje, które wiedzą, że dzielenie się informacjami prowadzi do lepszych wyników. Otwarte innowacje, przy których partycypują różne strony, będą miały znaczący wpływ na zwiększenie produktywności na całym świecie. Coraz więcej innowacji powstaje w społecznościach otwartych, a technologie open source upowszechniają się, dlatego też uważam, że Red Hat stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w świecie technologii.