Czy biznes potrzebuje jeszcze deweloperów?

0
384

Programiści to aktualnie najbardziej rozchwytywani specjaliści w branży IT. Ale czy faktycznie są nam dziś jeszcze potrzebni? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Łukasz Wróbel – Chief Business Development Officer, SVP w spółce WEBCON. Zapraszamy do lektury!

Biznes potrzebuje aplikacji biznesowych. Co do tego nie ma wątpliwości. Tak, jak nie zastanawiamy się, czy firma potrzebuje systemów finansowo-księgowych, tak samo oczywiste jest, że biznes potrzebuje dziś aplikacji, które usprawnią jego działanie. Dziś nikt już nie bierze pod uwagę prowadzenia firmy na papierze.

Ogromna popularność urządzeń mobilnych, które dają dostęp do wielu aplikacji, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie, kształtuje oczekiwania użytkowników. Otrzymując wsparcie technologiczne w sferze prywatnej, oczekują tego samego również w codziennej pracy – skoro mają na swoim telefonie aplikację, która pomaga im w prywatnych zakupach, to dlaczego nie mieliby mieć aplikacji, która będzie ich wspomagała w zadaniach służbowych?

Nie mniej istotne jest oczekiwanie zarządu firmy, aby to, co robią pracownicy było transparentne, a sposób ich pracy pozwalał na łatwe zarządzanie organizacją i gromadzenie informacji. Tylko wtedy kadra zarządzająca jest w stanie skutecznie egzekwować decyzje i optymalizować procesy biznesowe, sprawnie dostosowując je do zmian zachodzących w firmie i na rynku.

Aplikacje biznesowe szyte na miarę

Bez dwóch zdań potrzebujemy aplikacji biznesowych, ale nie są one jednorodne. W kontekście klasycznego oprogramowania księgowego czy magazynowego mamy do czynienia z zadaniami raczej standardowymi, które będą wyglądać podobnie w każdej firmie, przynajmniej w obrębie branży. W tym obszarze od dawna mamy do dyspozycji gotowe aplikacje dedykowane dla danej branży, wystarczy w procesie wdrożenia zaadaptować je do obsługi określonych procesów.

W każdej firmie pozostaje jednak mnóstwo tak zwanych procesów biznesowych, które aktualnie często są obsługiwane za pomocą maili czy plików Excel, a które gromadzą i trawią informacje, służące do przygotowania najróżniejszych opracowań i raportów. W głowach coraz większej ilości przedsiębiorców pojawia się pytanie: jak to wszystko okiełznać, żeby pracownikom pracowało się łatwiej, a zarządowi skuteczniej zarządzało? Jest to problem o tyle palący, że często to właśnie te niewspierane narzędziami procesy decydują o konkurencyjności firmy i mają znaczący udział w wypracowywaniu wartości dodanej.

Uświadomienie sobie tego, tworzy potrzebę stworzenia dedykowanych aplikacji biznesowych. Dlaczego tworzenia, a nie zakupu? Dlatego, że im bardziej specyficzne dla danej firmy procesy, im bardziej wyróżniające ją spośród konkurencji, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że znajdziemy na rynku gotową aplikację zdolną do ich obsługi.

Coraz więcej firm, z którymi pracujemy, uświadamia sobie, że podczas gdy sprawne prowadzenie księgowości pozwala ograniczyć koszty operacyjne działania firmy, to o jej przewadze konkurencyjnej decyduje sposób realizacji najważniejszych procesów biznesowych . Dlatego wspieranie tych procesów za pomocą aplikacji biznesowych staje się kluczowe dla całej organizacji. Zaczynamy więc, za pośrednictwem działów IT, szukać odpowiednich narzędzi i zazwyczaj okazuje się, że gotowe rozwiązania dostosowane do naszych potrzeb po prostu nie istnieją. Coraz częściej w takiej sytuacji pojawia się koncepcja napisania dedykowanego, szytego na miarę oprogramowania.

Aplikacje biznesowe bez kodowania

Do niedawna jedyną realną drogą, umożliwiającą tworzenie specjalistycznych aplikacji było zatrudnienie dewelopera. Niezależnie, czy to w modelu in house, zakładającym budowę wewnętrznego działu IT, złożonego z jednego, kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset programistów (na przykład wszelkiego rodzaju fin-tech, które potrafią na tysiąc pracowników zatrudniać 200-300 programistów), czy w modelu, zakładającym umowę z zewnętrznym software house’em, który dostarcza programistów i za ich pomocą tworzy zamówione aplikacje biznesowe.

Praktyka pokazuje, że dziś możliwość budowania aplikacji bez angażowania programistów staje się realną alternatywą nie tylko w przypadku prostych narzędzi, ale także w przypadku zaawansowanych rozwiązań, o krytycznym znaczeniu biznesowym. Ideą platform typu no-code czy low-code jest umożliwienie tworzenia kompletnych aplikacji z tak dalekim ograniczeniem kodowania, jak to tylko możliwe. W praktyce oznacza to, że często nie jest ono w ogóle potrzebne. Platformy pozwalają stworzyć logikę aplikacji, kalkulacje, formularze, okiełznać zasady przekazywania zadań pomiędzy użytkownikami, zaprojektować przyjazny interfejs użytkownika końcowego. Tak budowane systemy są najczęściej dostępne zarówno z poziomu przeglądarki internetowej, jak i z urządzeń mobilnych. Można je w prosty sposób integrować z innymi narzędziami informatycznym wykorzystywanymi w firmie, np. z systemem ERP, księgowym czy kadrowym, komunikatorami, skrzynkami mailowymi. Obsłużą one również digitalizację czy rozpoznawanie dokumentów.

Praca z platformą no-code polega na działaniach za pomocą interfejsu graficznego zamiast kodu. Użytkownik ma do dyspozycji „klocki”, z których tworzy gotowe oprogramowanie. Tworzenie aplikacji, zarówno jej interfejsu, jak i logiki działania jest realizowane za pomocą metody drag & drop i szerokich możliwości konfiguracyjnych Znajomość języków programowania nie jest potrzebna ani do szybkiego stworzenia aplikacji, ani do jej zmiany. Jeśli potrzebna jest modyfikacja aplikacji obsługującej dany proces, wystarczy, zamiast przekopywać się przez tysiące linijek kodu, po prostu przestawić odpowiednie „klocki”..

Liczy się czas i budżet

Klasa rozwiązań Rapid Application Development, działających na zasadzie no-code czy low-code nie powstała wczoraj. Od dawna było wiadome, że tworzenie aplikacji za pomocą kodu daje absolutną elastyczność – mając dewelopera, odpowiednio dużo czasu i wystarczający budżet możemy stworzyć absolutnie wszystko. Ale już 30 lat temu zauważono, że w biznesie bardzo często tego czasu po prostu nie ma i rzadko który budżet jest nieograniczony. Z biegiem lat czynnikiem krytycznym stało się to, jak szybko i jak tanio firma jest w stanie uruchomić dane rozwiązanie (bo im szybciej i taniej to zrobi, tym szybciej osiągnie zwrot z inwestycji, i, co ważniejsze, tym szybciej zyska przewagę nad konkurencją).

Właśnie dlatego na przestrzeni ostatnich 30 lat zaczęły się wykształcać platformy low-code. To biznes pokazał, że potrzebuje wsparcia coraz większej ilości aplikacji i objęcia nimi coraz większej ilości, coraz bardziej specyficznych dla działania firmy procesów. Obecne tempo życia i pracy unaoczniło jednocześnie, że myślenie o samym dostarczeniu rozwiązania to zdecydowanie zbyt mało, szczególnie wtedy, gdy wspiera ono procesy, które w firmie żyją, są nieustannie usprawniane. Zdajemy już sobie sprawę, że najważniejsze staje się to, jak szybko możemy wprowadzać zmiany, rozwijać i modyfikować nasze aplikacje – tak by nadążały za potrzebami biznesu. Dlatego platformy no-code/low-code, które początkowo można było potraktować jako ciekawostkę, dzisiaj, w wielu przypadkach, stały się jedyną drogą dla firm chcących tworzyć aplikacje biznesowe, które z założenia będą się zmieniać. Do tego tworzyć bez kodowania i… bez deweloperów.

Koniec wiecznej rekrutacji

Nie można zapominać o jeszcze jednym istotnym fakcie. Na światowym, ale również i na polskim rynku gołym okiem widać, że przedsiębiorcy mają coraz większy problem z pozyskaniem dobrych deweloperów. Dla dużej części firm nie działających w branży IT, znalezienie człowieka, który ma odpowiednie kompetencje technologiczne graniczy dziś z cudem. Nawet topowe software house’y zatrudniają osoby, które dopiero zaczynają studia i są na samym początku drogi kształcenia w zawodzie. Mnóstwo rodzimych specjalistów jest pozyskiwanych w drodze outsourcingu przez firmy zagraniczne, których oddziały masowo wykupują deweloperów z rynku. To pokazuje, z czym musi się zmierzyć firma, która chce pozyskać do współpracy ludzi utalentowanych.

Ryzyko jest poważne, bo pojawia się nie tylko kwestia realizacji, dowiezienia danego projektu do startu produkcyjnego, ale też dalszego utrzymania i dostosowywania do zmieniających się potrzeb firmy. Zatem, jeśli firma dziś zainwestuje w rozwój aplikacji, która jest tworzona za pomocą kodu źródłowego, to musi być w stanie utrzymać dewelopera, najlepiej również jego „backupu”, a to z roku na rok staje się coraz trudniejsze.

Zatrudnianie zewnętrznych software house’ów nie rozwiązuje tego problemu. Przerzucenie tego ryzyka na dostawcę, na którym będzie spoczywał obowiązek dostarczenia firmie produktu jest złudne. Trzeba pamiętać, że software house’y borykają się z tymi samymi problemami na rynku pracy. Jeżeli zatem zdarzy się tak, że zewnętrzny dostawca będzie zmuszony zatrudnić programistę z wyższą stawką godzinową, to firma poniesie tego koszty. Więc tak naprawdę zewnętrzny dostawca wyswobadza nas z konieczności organizacji procesu rekrutacji, ale ryzyko wzrastających kosztów pozostaje. Kary umowne w przypadku, gdy przez brak zasobów dostawca nie będzie w stanie realizować powierzonych mu zadań również nie rozwiązują problemu, co najwyżej wyraźnie pokazują, że winny znajduje się poza firmą.

Biznes w kagańcu

Kiedyś platformy low-code i no-code były zaledwie sposobem na zmniejszenie nakładów finansowych na tworzenie aplikacji. W praktyce tylko tych prostych i o niewielkim znaczeniu dla firmy. Dziś dużo bardziej istotny staje się aspekt prostoty utrzymania i szybkości modyfikacji oprogramowania, bez ryzyka angażowania deweloperów, tak trudno dostępnych na rynku pracy

Biznes, który chce wspierać się aplikacjami biznesowymi w celu przejścia na inny poziom efektywności działań musi się liczyć z efektem kagańca, który pozostaje najważniejszym ryzykiem wdrażania aplikacji biznesowych. Kluczowym jest, aby firma, która podejmie decyzje o przeniesieniu danego procesu na grunt aplikacji biznesowych miała możliwość bieżącego, bezzwłocznego wprowadzania zmian w raz dostarczonych rozwiązaniach. Jeśli deweloper nagle odchodzi (z zespołu wewnętrznego lub u dostawcy), wprowadzenie niezbędnych zmian w kodzie aplikacji trwa zbyt długo (choćby dlatego, że wymaga ponownego zapoznania się z jego strukturą) lub nie jest w ogóle możliwe. Firma znajduje się wówczas w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Wdrożona aplikacja zamiast wspierać, zaczyna hamować rozwój biznesu – użytkownicy chcieliby działać już po nowemu, a aplikacja jeszcze tego nie potrafi. W ten sposób nakładamy na firmę kaganiec.

No-code = brak ograniczeń

Tymczasem dziś, nawet zaawansowane aplikacje biznesowe można tworzyć dzięki platformom Rapid Application Development działającym zgodnie z założeniem low-code / no-code. Ich idea odpowiada na wszystkie bolączki przedsiębiorców związane z tworzeniem specyficznych aplikacji biznesowych. Po pierwsze, pozwalają tworzyć aplikacje szybciej niż kiedykolwiek. Po drugie, umożliwiają ekspresowe wprowadzanie modyfikacji do już istniejących rozwiązań. Po trzecie, zmniejszają ryzyko wynikające z rotacji specjalistów. Na platformach typu no-code nawet osoby bez wysokich kompetencji technologicznych i doświadczenia, po zaledwie dwutygodniowym wdrożeniu są w stanie efektywnie budować, rozwijać i zmieniać aplikacje biznesowe.

Potwierdza to chociażby CEDC, lider rynku wódki w Polsce, producent i dystrybutor marek takich jak Żubrówka, Soplica, Bols Platinum, Absolwent i Żytniówka. Firma rozpoczęła od wdrożenia uniwersalnych obiegów: indeksu produktowego oraz umów, faktur, urlopów i delegacji. Dziś w ramach platformy typu RAD nie tylko błyskawicznie wdraża nowych pracowników, ale też stosuje rozbudowany system wspierający produkcję, w którym każdy element składowy produktu końcowego, czyli butelka, jej zawartość, etykieta czy nakrętka ma swój numer identyfikacyjny. W ramach systemu obsługiwana jest akceptacja nowych produktów, estymacji kosztów i ich warstwy wizualnej. Ta sama platforma wspiera również pracowników prowadzących testy sensoryczne alkoholu.

Z kolei Grupa GPEC, lider branży ciepłowniczej na Pomorzu, w ramach swojej platformy RAD zbudowała obsługę kilkudziesięciu procesów. Są wśród nich rozwiązania uniwersalne, mające racę bytu właściwie w każdym rodzaju przedsiębiorstwa, jak na przykład obiegi IT (zgłaszanie incydentów, obsługa zmian: ocena i szereg akceptacji z uwzględnieniem poziomu znaczenia i ryzyka; wsparcie testów), wsparcie HR (ustalanie celów, rozmowy rozwojowe, oceny roczne), zgody na przetwarzanie danych osobowych, konsultacje wewnętrzne (prawne, podatkowe), obsługa klienta (tzw. ZZZ – Zgłoszenia Zażalenia Zapytania), czy obrót środków trwałych. W tym samym środowisku powstały narzędzia o charakterze specyficznie branżowym, ściśle powiązanym z profilem działalności GPEC, na przykład obsługa włączeń i wyłączeń węzłów ciepła, czy projekty inwestycyjne (prośby o podłączenie, warunki przyłączeniowe, projekt budowy, dzienniki budowy, przerwy planowane, monitorowanie postępów budowy).

Ciekawie wykorzystuje możliwości platformy RAD również Südzucker, producent m.in. Cukru Królewskiego. Początkowo, celem firmy było wdrożenie systemu ewidencji i zarządzania zasobami sprzętowymi i usługami w kontekście pracowników firmy. Rozpoczęto więc od digitalizacji takich procesów, jak: gromadzenie danych dotyczących telefonów komórkowych i kart SIM, komputerów i sprzętu IT, samochodów służbowych, dostępów do systemów informatycznych firmy, kart kredytowych. W dalszej kolejności wdrożono obiegi wspierające całościowe zarządzanie kapitałem ludzkim, m.in.  system zarządzania szkoleniami, system kafeteryjny, system ocen pracowniczych. Ta sama platforma pozwoliła zbudować wewnętrzny system aukcyjny, umożliwiający firmie sprzedanie niewykorzystywanych środków trwałych, a pracownikom ich korzystny zakup. Dzięki wdrożeniu rozwiązań opartych na platformie RAD firma może dużo sprawniej realizować zadania, które wcześniej musiały być sterowane ręcznie. Jednocześnie Südzucker wykorzystuje swoją platformę do wspierania zadań specyficznych dla swojej branży, np. stosuje rozwiązanie do zarządzania procesem mycia cystern.

Deweloperzy w odwrocie?

Coraz szersze zastosowanie rozwiązań typu no-code jako podstawowych platform aplikacyjnych w przedsiębiorstwach nie tyle sprawia, że programiści stają się dziś niepotrzebni, co zmienia ich rolę i pozycję w ekosystemie firm.

Daleko posunięta automatyzacja w istocie stwarza programistom dużo ciekawsze perspektywy rozwoju i pola do wykorzystania kreatywności, bo tam, gdzie jest coraz mniej pracy przy budowaniu typowych aplikacji biznesowych, pozostaje znacznie więcej czasu na tworzenie specjalistycznych, dziedzinowych rozwiązań, algorytmikę, zarządzanie architekturą informacji i systemów, i prawdziwą innowacyjność. Nie ulega zatem wątpliwości, że wszystko to, co można dziś osiągnąć bez kodowania, powinno zostać zautomatyzowane i nie angażować pracy programisty tam, gdzie nie jest ona niezbędna.

Wbrew temu, co można by sądzić, wykorzystywanie rozwiązań RAD typu no-code tak naprawdę nie wyklucza, a wspiera programistów w realizowaniu innych celów i zadań.

Foto: IT Wiz

Łukasz Wróbel – Chief Business Development Officer, SVP w spółce WEBCON, która od 2006 roku tworzy autorskie oprogramowanie klasy RAD / BBM (Rapid Application Development / Business Process Management) dla platformy Microsoft SharePoint. Humanista, a jednocześnie pasjonat technologii, od lat związany z branżą IT i narzędziami, które pozwalają zwiększać efektywność przedsiębiorstw i skutecznie wprowadzać najlepsze praktyki zarządzania. Początkowo odpowiedzialny za business intelligence i systemy ERP w Comarch, od 2010 roku współtworzy WEBCON, gdzie odpowiada za rozwój biznesu.